Kanapka pojawia się na biurku w okolicach jedenastej. Albo nie pojawia się wcale — i wtedy o czternastej zaczyna burczeć w brzuchu tak głośno, że słychać na spotkaniu zespołu na Zoomie. Kto pracował kiedykolwiek z domu, ten zna ten rytm: kawa, kawa, paluszek z lodówki, kawa, no dobra zamówię sobie coś, kawa. Po trzech latach w tym modelu okazuje się, że spodnie nie chcą się dopinać, a popołudniowa moc na zadania spada gdzieś między piętnastą a czwartą. Nie pomaga. Zobaczmy, czy catering dietetyczny coś tu zmienia — i jak to wszystko wpiąć w portfel, kiedy budżet też nie chce się rozciągać.