Zamknij
REKLAMA

Nie spodziewali się ataku ze strony mieszkańców. Bitwa pod Miłosławiem oczami mieszkańca i miłośnika lokalnej historii

15:00, 03.05.2022 | .
REKLAMA

Pan Jarosław od lat zgłębia historię Miłosławia Fot. MK

W minioną niedzielę przypadała 174. rocznica Bitwy pod Miłosławiem. Pan Jarosław Kosicki kocha historię, historię Miłosławia i ludzi, którzy w nim mieszkali. Kolekcjonuje pamiątki, sam jest członkiem Polskiego Klubu Kawaleryjskiego, który pielęgnuje pamięć o 7 Pułku Strzelców Konnych Wielkopolskich. Jego wiedza o Miłosławiu pochodzi nie tylko z książek, ale i z przekazów mieszkańców miasteczka, zbieranych przez pokolenia. 


-Tu gdzie teraz jest stacja kolejowa, były nasypy i kępy, tam stały stodoły. Ta część Miłosławia nazywała się wtedy Maciejewo. Od tamtej strony szła linia pruskiego wojska. Na jednego żołnierza w Miłosławiu przypadało 2 prusaków. Oni mieli 4 armaty i my 4 armaty, tyle, że oni porządne, wojskowe, a my takie małe, że za wiele szkód nie wyrządzały – opowiada o bitwie pan Jarosław, stawiając na stole kulę armatnią znalezioną w pobliżu miejsca walk.

Potem do oddziałów w Miłosławiu dołączyły inne grupy, ale i mieszkańcy swój grosik do tej historii dołożyli, bardziej lub mniej chwalebny. 


Bitwa na ulicach Miłosławia

- Jakieś oddziały idą od Pyzdr, natykają się na powstańców w Bugaju. Z opowiadań mojego dziadka, którego dziadek był powstańcem spod Miłosławia, a historie te słyszał od swojego ojca wiem, że w Czeszewie, na tak zwanej kolonii, gdzie mieszkali sami Niemcy, mieszkał niejaki Franciszek Neybus, Niemiec. Był 10 lat starszy od mojego prapradziadka, ale w bitwie pod Miłosławiem stanął z nami. Część powstańców osadziła się na cmentarzu miłosławskim. Podobno gdzieś przed cmentarzem stały dwa wiatraki. Prusacy oddali tam strzały z armat i jedna z kul utkwiła w wiatraku. Nikt o niej nie wiedział przez wiele lat. - opowiada anegdoty rodzinne pan Jarosław.

Jak mówi, część walk odbyła się na cmentarzu, oraz na Bugaju, tam gdzie dziś stoi Bagatelka. Mieszkańcy przez wiele lat po bitwie wydobywali z ziemi różne przedmioty z tamtego okresu. Potem walki przeniosły się do miasta. Jak mówi pan Jarosław, tam padło najwięcej prusaków, bo nie spodziewali się, że mieszkańcy rynku będą do nich strzelać z okien, używając do tego różnej broni, którą mieli w domu. Pan Jarosław zapytany, jak właściwie udało się obronić Miłosław i wygrać bitwę mówi:

– Nie wiem. Biorąc pod uwagę ich uzbrojenie, a nasze uzbrojenie to szczerze mówiąc nie wiem. Niektórzy mieli broń myśliwską, niektórzy starą, bo każdy brał to co miał w domu. Najważniejsza była chyba determinacja, bo inaczej to zostaje chyba tylko cud – wyjaśnia pan Kosicki.

W opisie bitwy z relacji Filipa Skoraczewskiego również pojawia się informacja o tym, że każdy do walki stawał z tym co miał, zarówno w kontekście broni jak i umundurowania. 


Dwie kule armatnie wciąż w Miłosławiu. Pierwsza kula

Jedna kula armatnia tkwiła w budynku wiatraka przez wiele lat i nie wiedziano o tym, że tam jest. Wypadła przy rozbiórce.

- Nie mam 100% pewności, że moja kula to właśnie ta z wiatraka, ale dostałem ją od pana Wleklińskiego, którego ojciec odnalazł ją na swojej ziemi, właśnie tam, gdzie były te walki. Leżała u niego w domu latami. Pana Wleklińskiego znali wszyscy, bo rozwoził węgiel po Miłosławiu. - opowiada pan Jarosław. 

Czy to kula armatnia z bitwy pod Miłosławiem? Fot. MK

Druga część artykułu w najbliższym wydaniu GPŚ! 

Co sądzisz na ten temat?

podoba mi się 0
nie podoba mi się 0
śmieszne 0
szokujące 0
przykre 0
wkurzające 0
facebookFacebook
twitterTwitter
wykopWykop
komentarzeKomentarze
REKLAMA
REKLAMA

komentarz (0)

Brak komentarza, Twój może być pierwszy.

Dodaj komentarz

0%