Zamknij
REKLAMA

Cud, zbiorowa psychoza czy sekta? Cz.2

08:00, 27.08.2021 | M.B
REKLAMA

Pielgrzymi w miejscu objawień w Słupi, czereśnie ścięto po uznaniu nieprawdziwości wizji

W poprzednim tygodniu rozpoczęliśmy snuć opowieść o wydarzeniach, które miały miejsce w Słupi pod Środą blisko 100 lat temu. 14 sierpnia 1926 roku miało tam dojść do objawień maryjnych. Mimo, że wizjonerów zabrano na badania, pielgrzymów nie brakowało, to sprawa cudu została zamknięta.

Badania kliniczne wizjonerów

Na prośbę ks. Meissnera, osoby i dzieci, które doznawały objawień, zostały poddane badaniom klinicznym w Klinice Neurologii Uniwersytetu Poznańskiego. Badania trwały do 11 września do 4 października i to wtedy opublikowano opinię lekarską dotyczącą wizjonerów. Lekarze zauważyli przede wszystkim, że odpowiedzi dzieci są praktycznie identyczne, jakby wyuczone. Co więcej wykazano, że Janka, która 14 sierpnia jako pierwsza zobaczyła na czereśni Matkę Boską była dzieckiem o bardzo niskim ilorazie inteligencji. Lekarze orzekli, że jest ona nieco opóźniona w rozwoju i ociężała umysłowo. Pozostałe dzieci nie wyróżniały się znacznie wyższą inteligencją od Janki, były one przeciętnie inteligentne. Franciszka, która jako pierwsza zesztywniała na miejscu objawień w jakby ekstazie, choć 28 letnia, okazała się być osobą na poziomie umysłowym Janki, w dodatku cierpiącą na napady histeryczne, być może ze względu na objawy cierpiała na katalepsję spowodowaną nie zdiagnozowaną chorobą neurologiczną. Zdaniem redaktora czasopisma Racjonalista, dzieci należało zahipnotyzować i metodą sugestii nakłonić je do zaprzestania ,,halucynacyj” w miejscu objawienia. Co zauważył także dziennikarz Racjonalisty, po wyjściu ze szpitala, wbrew wynikom badań, wiara w cud i wizje urosła, zamiast zmaleć.

Janka Zdebówna i Franka fałszywe wizjonerki ze Słupi pod Środą Wielkopolską, zdiagnozowane jako ociężałe umysłowo

Korzyści majątkowe i niemajątkowe

Z cudu w Słupi korzystali wszyscy, a przede wszystkim wizjonerzy i wszyscy w okół nich. Rzekomo dzieci miały przepowiadać uzdrowienia i cuda, a pielgrzymi wręczali pieniądze dzieciom bądź ich rodzicom w zamian za modlitwę w jakiejś intencji. Kilkakrotnie przyłapano jednak dzieci na kłamstwie. Rzekomo także inni, dorośli wizjonerzy korzystali ze swoich przywilejów jako ci, którzy dostąpili łaski objawienia. Stanisław oraz Helena, którzy także miewali wizje, żyli podobno rozwiąźle i nie dochowywali postów. Również prasa polityczna używała fałszywych objawień jako broni propagandowej przeciwko klerowi i papiestwu, stawiając im zarzuty szerzenia ciemnoty. Po badaniach kanonicznych, które podzieliły wydarzenia pod Słupią na cztery etapy, również orzeczono nieprawdziwość wizji. W związku z tym ks. Meissner postanowił ukrócić nieco ten proceder.

Hipnotyzer złapany i wypuszczony

W związku z podejrzeniem, że rodziny wizjonerów i oni sami czerpią korzyści majątkowe, zaczęto szukać winnego. Jak doniósł Kurier Poznański 18 grudnia 1926, doszło do aresztowania Leonarda Bukowskiego, katolika niemieckiego pochodzenia. Został on zatrzymany ponieważ zaistniało podejrzenie, że hipnotyzuje dzieci, aby dalej miały objawienia i aby finansowo korzystać z obecności pielgrzymów. Leonard został więc przebadany przez lekarzy specjalistów, którzy orzekli, że on nie potrafi hipnotyzować, a jedynie cierpi na histerię. Zwolniono go zatem z więzienia.

Czas zakończyć sprawę

Po 8 grudnia 1926 roku, gdy nie doszło do zapowiadanego przez dzieci cudu, wiara w objawienia stopniowo zaczynała słabnąć. Potem wypuszczono podejrzanego o hipnotyzowanie dzieci Leonarda, a ks. Meissner zadecydował o przeniesieniu figury do kościoła, aby pielgrzymi przestali chadzać pod czereśnię. Ksiądz Mieczysław odprawił w Słupi mszę, a potem procesją, w której udział wzięło ponad 40 tysięcy osób udano się do kościoła w Środzie. Po nieszporach ludzie się rozeszli, a w nocy rozeszła się także figura. Stanisław, którego posądzono o udawanie wizji, wziął figurę z kościoła i odniósł pod czereśnię. Po groźbach księdza proboszcza figura wróciła do świątyni, a ,,święte drzewo” ścięto. Nie powstrzymało to jednak pielgrzymów, którzy wędrowali do Słupi aż do lutego 1927 roku. Mimo wydania przez kurię oświadczenia, że choć objawienia spowodowały wzrost pobożności, to jednocześnie działały na szkodę kościoła, ponieważ były nieprawdziwe. Wciąż znajdowali się jednak pątnicy, którzy mimo że byli rozganiani przez policję, pielgrzymowali do miejsca, gdzie była czereśnia.

Dzieci wygnano, a modły trwały

Dzieci ze wsi wygnano, tylko Stasia została z mamą. Drzewa już nie było, a policjanci kontrolowali miejsce wydarzeń, rozganiając przypadkowych, rozmodlonych pielgrzymów. Dzieci mimo wszystko utrzymywały, że to były prawdziwe wizje. Jak wyjaśnili później psychiatrzy, bazując też na pracach psychoanalityków takich jak Freud, w Słupi nie doszło do objawień, a jedynie do tzw. epidemii psychologicznej, znanej nam jako psychologia tłumu. Histerycy potrafią być bardzo przekonujący i sugestywni, a dzieciom bardzo łatwo zasugerować wiele rzeczy, można im wmówić co widziały. Dzieci cieszyły się także z bycia w centrum uwagi i czerpaniem z tego korzyści. Zarówno kuria jak i psychiatrzy jednogłośnie orzekli o nieprawdziwości tych objawień, nie powstrzymało to jednak przez kilka lat legendy tych wydarzeń. Nawet pięć lat później wciąż mówiło się o tzw. ,,sektach cudaków” czyli przeważnie mieszkańców okolicy w wieku zaawansowanym, którzy spotykali się na modlitwach w domach i po kryjomu także w miejscu, gdzie stała czereśnia. Mówiło się też o tym, że osoby te nie spotykają się w celach religijnych, a na schadzki o charakterze pozamałżeńskim, raczej niemoralnym.

Epidemja psychiczna w Słupi pod Środą, studium badawcze fałszywych objawień

Sprawa zapomniana?

Choć minęło 90 lat od ostatnich doniesień ze Słupi, temat zamknięty nie został w sferach naukowych. Wciąż jest on omawiany przez psychologów, psychiatrów i socjologów, którzy badają tę sprawę pod kątem psychozy tłumu. Jest to wciąż badany przykład psychologii tłumu, sugestywności i siły manipulacji. Już w magazynie Racjonalista, który był wydawany przez Warszawskie Koło Intelektualistów Polskiego Związku Myśli Wolnej, w ten sposób podsumowano wydarzenia w Słupi.

,,Wypadki w Słupi stwierdzają przedewszystkiem dwie rzeczy: primo niski poziom umysłowy duchowieństwa wielkopolskiego, gdyż nie da się zaprzeczyć, że wielu czołowych przedstawicieli tegoż duchowieństwa wierzyło przez długi czas w charakter nadprzyrodzony objawień dzieci. Secundo – niezwykłą łatwowierność ludu polskiego. (...) Chorobliwa wprost skłonność społeczeństwa polskiego do wszelkiego rodzaju mistycyzmu, zasilana, jak powiedziałem, przez duchowieństwo naiwną wiarą w ciągłą interwencję Bóstwa nawet do spraw błahych, jest w dalszych konsekwencjach dla naszego Państwa niezmiernie szkodliwa. Otaczające nas bowiem wrogie narody wierzą w twardą, nieubłaganą rzeczywistość, którą przezwyciężyć można tylko wysiłkiem rozumu i woli. Nastawieniu takiemu odpowiada z naszej strony wiara, że, pomimo słabości, jeżeli tylko będziemy potrzebowali, Bóg nam przyjdzie z pomocą cudownym sposobem.(...) Rozwój umysłowy narodów cechuje stałe zmniejszanie się wiary w siły nadnaturalne. Im kultura wyższa, tem mniej pozostawia miejsca dla cudowności. Wypadki w Słupi nie świadczą korzystnie o poziomie intelektualnym szerszych mas i ich przywódców religijnych” Racjonalista, nr 1 1932.

[ZT]5385[/ZT]

Co sądzisz na ten temat?

podoba mi się 0
nie podoba mi się 0
śmieszne 0
szokujące 0
przykre 0
wkurzające 0
facebookFacebook
twitterTwitter
wykopWykop
komentarzeKomentarze
REKLAMA
REKLAMA

komentarz (0)

Brak komentarza, Twój może być pierwszy.

Dodaj komentarz

REKLAMA
0%