Paweł Dopierała jest powszechnie kojarzony z funkcją prezesa średzkiego szpitala, jednak nie wszyscy znają jego różnorodne pasje, których posiada wiele, a bez których nie wyobraża sobie życia. Akwarystyka, wędkarstwo czy strzelectwo to tylko część jego zainteresowań. Co ciekawe, Paweł Dopierała zajmuje się także hodowlą róż i posiada własną stację meteorologiczną. W rozmowie z nami opowiedział o niektórych ze swoich nietuzinkowych hobby i związanych z nimi doświadczeniach.
Akwarystyka i wędkarstwo
Jak przyznaje Paweł Dopierała, niektóre jego zainteresowania zmieniały się na przestrzeni lat, ale pasja związana z akwarystyką towarzyszy mu niemal od zawsze. W czasach studenckich miał epizod pracy w firmie zajmującej się sprowadzaniem egzotycznych zwierząt – zarówno morskich, słodkowodnych, jak i innych gatunków – do Polski. Było to dla niego niezwykle ciekawe doświadczenie, szczególnie dzięki międzynarodowym kontaktom, za które był odpowiedzialny.
– Akwarystyką zajmuję się od lat z małymi przerwami. W domu mam duże akwarium o pojemności około pół tysiąca litrów, co stanowi pokaźną część mojego hobby. Tę pasję podjął również mój syn, który od niedawna ma żabę rogatą. W naszej rodzinie akwarystyka i terrarystyka zawsze miały swoje miejsce – tłumaczy rozmówca.
Pokrewną pasją Pawła Dopierały jest wędkarstwo. Jak przyznaje, według niego niesamowite jest to, jak technologia opanowała łodzie, echosondy, kamery, a nawet drony.
– Wędkuję, ale można powiedzieć, że już tylko niestety wakacyjnie, staram się, by jedną część letniego urlopu spędzać z rodziną w górach, a drugą nad wodą. Mam łódź i sporo sprzętu, ale coraz mniej czasu. Na urlopie, gdy wypływam wszyscy śpią, więc nie przeszkadza to pozostałym. Zawsze stroniłem od karpiarstwa, ale za namową ekipy z Koszut staram się choć raz wybrać z nimi na karpia w jakiś weekend – opowiada.
Każda odmiana róży ma swoją historię
– Kiedy byłem radnym odtwarzaliśmy rozarium w Koszutach wraz z dyrektorem muzeum. Na tych terenach historycznie rozarium było zapewne wcześniej, tym bardziej, że została tu odkryta róża damasceńska „Koszuta”. Pojawiły się środki ze strony gminy, nawiązałem kontakt między innymi z osobą, która uczestniczyła w odkryciu tej róży. Kiedy posadziliśmy kilka róż, szybko doszliśmy do wniosku, że to za mało. Zacząłem zgłębiać temat i planować kolejne nasadzenia. Kiedy posadzi się jedną różę, zaraz chce się kolejną. Każdy mój przyjazd kończył się przywiezieniem minimum 20 róż – śmieje się prezes szpitala.
Z czasem ogród zaczął się rozrastać, a trawnik, który kiedyś zajmował kilkaset metrów, stopniowo się zmniejszał, ustępując miejsca rabatom. Jak przyznaje, dziś trawa to jedynie dodatek, prowadzący do kolejnych części ogrodu. W zeszłym roku powstała nowa rabata, a cały ogród, choć stosunkowo młody, wciąż się zmienia. Początkowo było tylko kilka krzewów, a dziś jest ich prawie 200, obejmujących kilkadziesiąt różnych odmian.
– Choć uprawa róż wymaga sporo pracy, jest to bardzo satysfakcjonujące zajęcie. Wiosną, po przycinaniu róż, moje ręce wyglądają jakbym hodował koty – pełne zadrapań. Oczywiście nie jestem sam z tymi pracami. Jednak to hobby ma swoją zaletę: można wykonywać różne prace pielęgnacyjne w dogodnym momencie, co pozwala łatwo pogodzić je z pracą zawodową i innymi obowiązkami. To hobby cieszy oko, dostarcza przyjemności wizualnych i zapachowych – tłumaczy.
Każda odmiana róży ma swoją unikalną historię. Wyhodowanie nowej zajmuje około 10 lat, a jej nazwa jest starannie dobrana i nieprzypadkowa. Hodowcy przykładają ogromną wagę do nazewnictwa, co sprawia, że róże stają się jeszcze bardziej wyjątkowe. W przypadku nowych odmian często obowiązują licencje, a hodowcy płacą opłaty licencyjne – rodzaj „praw autorskich” w świecie róż. Ważne jest, by sprawdzać, czy dana odmiana jest odporna, jak wygląda, pachnie i jak komponuje się z innymi roślinami.
– Moja przygoda z różami zaczęła się przypadkowo, a z czasem wymagała przesadzania niektórych krzewów, co nie zawsze się udawało. Obecnie około 190 krzewów i ponad 70 odmian, w tym kilka trudniejszych w uprawie, które zwykle omija się szerokim łukiem. Dziś jednak jestem dumny, że je posiadam, mimo że czasami nie przetrwają. Zdarza się, że róża, którą pielęgnowałem przez lata, w końcu obumiera, co zawsze budzi pewien żal. Jednak to daje też możliwość zasadzenia nowych roślin. Niektóre róże są ze mną od początku, czyli już od około 10 lat. – dodaje.
Szpitalny klub strzelecki
Kolejną pasją Pawła Dopierały jest strzelanie. Prezes jest instruktorem strzelectwa, a uprawnienia posiada już od 17 lat. Jak tłumaczy, nie był przypadek – jego teść był kierownikiem LOK-u w Środzie, natomiast ojciec należał do bractwa kurkowego, więc jedno i drugie spowodowało, że strzelanie stało się jego pasją.
– Mój syn też ma licencję młodzieżową i razem jeździmy na strzelnice i na zawody, w ten sposób możemy razem spędzić czas. Strzelanie to świetny sposób na relaks i oderwanie się od codziennych spraw. Faktycznie jest to fajnie czas spędzony, bo oczekując gdzieś tam na swoją kolej można też porozmawiać, wymienić doświadczenia nie tylko w strzelaniu, bo to są ludzie naprawdę z różnych środowisk - lekarze, szefowie firm, pracownicy fizyczni czy urzędnicy. Poza tym spotykam się też ze znajomymi ze szpitala. Kilkanaście osób z personelu również strzela. Moglibyśmy już chyba własny klub założyć – śmieje się rozmówca.
Jak dodaje, strzelectwo to pasja, która nie wymusza ścisłego harmonogramu – pozwala to na udział w treningach, czy zawodach w weekendy czy popołudniami, na co pozwala czas zwłaszcza jesienią i zimą, kiedy nie ma zbyt wielu prac ogrodowych przy różach. Posiada on też sporo jednostek broni, co jest naturalne w tej dziedzinie. Można to porównać do wędkarza, który ma więcej niż jedną wędkę – strzelec sportowy potrzebuje różnych karabinów i pistoletów do różnych konkurencji. Jak dodaje rozmówca jest jeszcze kwestia kolekcjonerska, tutaj można porównać to do kolekcjonowania samochodów. W opinii Pawła Dopierały jest on całkiem dobrym strzelcem, a na swoim koncie ma sukcesy, które w zależności od rangi zawodów są większe lub mniejsze.
– Mam znajomego profesora, który strzela na dłuższe dystanse, on ma sukcesy spore, bo teraz został wicemistrzem Europy. Ale nawet na tych naszych zawodach klubowych, na 100 czy 120 startujących, gdzieś tam te dziesiąte, ósme, czy czasem nawet drugie miejsce się zdarzy. Myślę, że w kolejnym sezonie będzie mi lepiej szło, zmieniłem broń i już teraz widzę, że jest dużo lepiej – przyznaje.
„Naczelny meteorolog”
- Początki mojej przygody z meteorologią wiązały się z czujnikiem ja kości powietrza, który sprowadziłem jeszcze zanim podobne urządzenia pojawiły się w gminie. Informacje zbierane przez czujnik udostępniałem mieszkańcom, choć nie każdy wiedział, że to moje urządzenie. Następnie sprowadziłem z USA stację pogodową, która automatycznie przekazuje dane i pozwala udostępniać je innym. Jednak obecnie technologia poszła tak bardzo do przodu, że półprofesjonalne stacje meteorologiczne można kupić w przystępnych cenach nawet w marketach – przyznaje.
Dzięki takiej stacji widać sumy opadów czy prognozy przymrozków. Te dane są przydatne choćby w kontekście uprawy róż. Jak dowiadujemy się od Pawła Dopierały, w Środzie, gdzie brak profesjonalnej stacji pogodowej (najbliższa jest w Kórniku), dane zbierają głównie amatorzy i półprofesjonaliści, co pozwala na bieżąco monitorować lokalne warunki atmosferyczne.
– Pasja do meteorologii zrodziła się u mnie trochę z zamiłowania, a trochę z potrzeby wynikającej z innych zainteresowań i zajęć. Jestem operatorem drona, a to wymaga podstawowej wiedzy o warunkach pogodowych, bo to, co dzieje się na wysokości, różni się od sytuacji na ziemi. Również, jako wędkarz, będąc latem na jeziorze, muszę wiedzieć, kiedy mogą nadejść burze, by nie znaleźć się w niebezpieczeństwie na środku wody. Pod czas strzelania, zwłaszcza na duże odległości, kluczowe znaczenie mają także warunki pogodowe – wiatr, wilgotność, ciśnienie, które wpływają na tor lotu kuli – tłumaczy.
Prezes korzysta z różnych aplikacji, systemów i radarów, a także czerpie wiedzę od znajomych pilotów, dane te na bieżąco do niego spływają, przez co bardzo łatwo mu przewidzieć pogodę. Śledząc te dane, rozmówca często dzieli się nimi dalej – zarówno na swoim profilu, jak i w innych miejscach. Jest to zajęcie, które nie wymaga wiele czasu, a jednocześnie sprawia mu przyjemność.
– Ostatnio dostałem pytanie od kolegi z jednego ze szpitali, które brzmiało: „Naczelny meteorologu, czy w tym roku będzie śnieg? Bo nie wiem, czy zamawiać firmę do odśnieżania lądowiska”. No i potem koledzy się nabija ją, to będzie ten śnieg, czy nie będzie – stwierdza z uśmiechem.
Brak komentarza, Twój może być pierwszy.
Dodaj komentarz
Użytkowniku, pamiętaj, że w Internecie nie jesteś anonimowy. Ponosisz odpowiedzialność za treści zamieszczane na portalu glospowiatusredzkiego.pl. Dodanie opinii jest równoznaczne z akceptacją Regulaminu portalu. Jeśli zauważyłeś, że któraś opinia łamie prawo lub dobry obyczaj - powiadom nas [email protected] lub użyj przycisku Zgłoś komentarz