Zamknij

Pokonał norweski płaskowyż. W planach są kolejne wyprawy

Radosław JagiełaRadosław Jagieła 09:19, 01.04.2025 Aktualizacja: 11:39, 01.04.2025
Skomentuj Fot. Polak w Podróży Fot. Polak w Podróży

Jego celem było zimowe przejście szlaku Arctic Circle Trail na Grenlandii. Gdy już tego dokonał, pojawiły się pomysły na kolejne podobne wyprawy. Jędrzej Józefowicz niedawno pokonał norweski płaskowyż Hardangervidda. I zapowiada, że to nie koniec jego podróżniczych planów.

Przejście największego płaskowyżu w Europie było drugą zimową wyprawą średzkiego podróżnika. Tym razem była ona jednak inna, bo samotna. W wyprawie na Grenlandię towarzyszył mu Piotr Kilian z Istebnej.

- Wtedy byliśmy razem, więc jak ktoś z nas miał kryzys, gorszy moment, to jeden dla drugiego był motywacją, wsparciem. Tutaj byłem sam, więc w chwilach kryzysu ciężko było się samemu zmotywować - mówi Jędrzej Józefowicz.

Zmienność pogody i walka z kryzysami

Ostatecznie wyprawa zakończyła się sukcesem, chociaż warunki na szlaku były różne. Zdarzały się dni lepsze i gorsze. - Z dziewięciu dni wędrówki tylko dwa były słoneczne. Już pierwszego i drugiego dnia pojawił się silny wiatr i śnieżyce oraz white-out, czyli tak zwana biała ciemność. Wtedy widać praktycznie tylko czubek własnego nosa - mówi Jędrzej.

W kolejnych dniach pojawiały się też wichury. Do tego trzeba dodać liczne wzniesienia, podejścia i zejścia. Norweska trasa była pełna różnych wyzwań. - Wiem, że jestem sprawny fizycznie, wiem, że mam dobry sprzęt, ale to, nad czym muszę przed kolejnymi wyprawami popracować, to przede wszystkim głowa, bo w takich warunkach samemu szło mi się naprawdę ciężko. Uważam, że pod względem mentalnym powinienem być silniejszy na kolejne wyprawy - dodaje.

Przygotowania do zimowych wypraw

Zimowe wyprawy wymagają oczywiście odpowiedniego przygotowania. Przed wyprawą do Norwegii trwały one jednak krócej niż do wcześniejszej wyprawy na Grenlandię. Wtedy trzeba było właściwie od podstaw skompletować niezbędny ekwipunek.

- Na takich zimowych wyprawach przede wszystkim wszystko się ciągnie na sankach, więc na tych sankach mam śpiwór, namiot oraz jedzenie na całą wyprawę. Miałem około 15 kilogramów jedzenia.    Na miejscu, do moich dwóch kuchenek, kupiłem benzynę i gaz. Mam też ubrania na zmianę. Gdy wędruję, to mam jeden zestaw ubrań, natomiast do spania mam zestaw numer dwa. Po trasie, po przejściu danego odcinka te spocone, wilgotne ubrania zdejmuję i suszę, chociaż ciężko nazwać to suszeniem w takich warunkach - opowiada Jędrzej Józefowicz.

Komunikator do wezwania pomocy

Ważną kwestią, zwłaszcza w przypadku samodzielnej wyprawy jest też zapewnienie łączności. A nie zawsze jest to możliwe w przypadku problemów z telefonicznym zasięgiem. Jednak nie jest to przeszkoda nie do pokonania. Pomocny jest komunikator satelitarny.

- Gdy w Norwegii przez pół drogi nie miałem zasięgu, to wysyłałem wiadomości do mojej żony przez komunikator. Ona każdego dnia wiedziała, że wyruszam w trasę, że zakończyłem dany odcinek i miała możliwość śledzenia mojej lokalizacji. Po czterech godzinach była aktualizowana moja pozycja. Każdego dnia wiedziała, w którym miejscu się znajduję. Poza tym komunikator satelitarny też ma opcję wzywania pomocy, SOS, więc gdyby się nadarzyła po prostu jakaś przykra sytuacja, to mógłbym taką pomoc wezwać - mówi Jędrzej.

Średzki podróżnik podkreśla też, że czasami na szlaku znajdują się osoby, które pytają, czy wszystko jest w porządku. Z takimi sytuacjami miał do czynienia na Grenlandii, kiedy to w pobliżu tamtejszego szlaku przejeżdżali miejscowi myśliwi.

Problemy z kwestiami fizjologicznymi

Zimowe wyprawy wiążą się z licznymi niedogodnościami, co dotyczy między innymi kwestii fizjologicznych i zachowania higieny. - Nie ma nic gorszego, niż sprawy fizjologiczne na mrozie. Do tego, jak jeszcze oprócz mrozu jest silny wiatr, to jest naprawdę trudne, mało przyjemne, ale trzeba sobie z tym jakoś poradzić - mówi Jędrzej.

Średzki podróżnik przyznaje, że podobne pytania często padają podczas spotkań, na których prezentuje swoją historię z Grenlandii. - W trakcie takiej wyprawy człowiek się nie myje. Ale też nie jesteśmy na pustyni, nie jesteśmy w jakichś upałach, więc nawet jak się człowiek spoci i jest ileś dni bez prysznica, to ten zapach nie jest aż tak odurzający i męczący. To się dopiero czuje po tych dziewięciu, czy tam dziesięciu dniach - przyznaje.

Marzenia i cele do zrealizowania

Nieprzyjemności podczas zimowych wypraw nie są jednak przeszkodą, aby planować kolejne podróżnicze wyzwania. – Myślę o zimowym trawersie Islandii, a także o przejściu zimą Kungsleden w Szwecji. Krąży mi też w głowie zimowe przejście jeziora Bajkał - wspomina Jędrzej Józefowicz. Jednak największym podróżniczym marzeniem jest wyprawa na biegun południowy. Może stanie się w ciągu najbliższych dziesięciu lat.

- Warto mieć marzenia. Ja jestem bardzo upartym człowiekiem, który bardzo wierzy w swoje pomysły. I myślę, że może kiedyś przyjdzie taki dzień, że na ten biegun wyruszę. Chociaż myślę, że w przypadku bieguna południowego największą barierą mogą być pieniądze, ponieważ taka wyprawa to koszt około pół miliona złotych - dodaje Jędrzej.

Co sądzisz na ten temat?

podoba mi się 0
nie podoba mi się 0
śmieszne 0
szokujące 0
przykre 0
wkurzające 0
Nie przegap żadnego newsa, zaobserwuj nas na
GOOGLE NEWS
facebookFacebook
twitter
wykopWykop
komentarzeKomentarze

komentarz(0)

Brak komentarza, Twój może być pierwszy.

Dodaj komentarz

0%