Trenerka zablokowała na rok zawodniczki. Złośliwość czy słuszna decyzja? Rodziny chcą rozmowy

Oceń ten artykuł
(0 głosów)

Aleksandra Świątek, Kinga i Adrianna Pyra, są młodymi, perspektywicznymi zawodniczkami, mieszkankami Środy. Do niedawna reprezentowały barwy klubu Tiger Zaniemyśl. Odnosiły sukcesy zarówno na arenie ogólnopolskiej, jak i międzynarodowej, promując dumnie powiat średzki. Nadszedł jednak moment, kiedy chciały się dalej rozwijać, osiągać kolejne sukcesy, lecz klub, który do tej pory reprezentowały zdaniem dziewczyn oraz rodziców nie mógł im tego zapewnić i dlatego zmieniły barwy. W wyniku zmiany, była już trenerka zablokowała dziewczyny na rok w krajowych strukturach karate, uniemożliwiając start w zawodach.

Dziewczyny swoją przygodę z karate rozpoczęły w 2014 roku, trenując w średzkim klubie Dragon. Następnie reprezentowały barwy innego klubu ze Środy – Mikasy, a w 2018 roku dołączyły do klubu z Zaniemyśla.

- Po niecałym roku odeszliśmy z Mikasy do klubu Tiger Zaniemyśl, bo tam miał być obiecany większy rozwój oraz możliwość trenowania karate w formule olimpijskiej. Od tego momentu minęły 2 lata, zgoła inne od oczekiwań, dlatego nasze dziewczyny odeszły do klubu z Poznania, gdzie mogą liczyć na większy rozwój. Z powodu naszej decyzji, trenerka zablokowała dziewczyny. Powód naszym zdaniem jest czysto złośliwy. Wraz z Kingą, Adą i Olą odeszły inne osoby i one nie zostały zablokowane, to nas najbardziej boli i z tym nie możemy się pogodzić. Jest to po prostu nie fair – mówi Edyta Szczepańska – Pyra, mama Kingi i Adrianny.

Trener może, ale nie musi

Każdy trener ma większy lub mniejszy wpływ na rozwój zawodnika. Trener poświęca swój czas, przekazuje wiedzę, uczy. Chce by zawodnik osiągał sukcesy i stawał się coraz lepszym. Dlatego m.in. w momencie odejścia zawodnika do innego klubu, trener ma prawo zablokować sportowca w Polskim Związku Karate i w Polskiej Unii Karate. Decyzja ta sprawia, że przez rok zawodnik nie może brać udziału w zawodach organizowanych przez te dwie struktury. Dzięki prawu - z którego trener może, ale nie musi skorzystać - nowy klub nie przypisze sobie sukcesów wypracowanych przez poprzedniego trenera.

Jeśli blokować zawodniczki, to sprawiedliwie?

Adrianna, Kinga i Aleksandra zostały zablokowane na rok w Polskim Związku Karate i w Polskiej Unii Karate. Po odejściu dziewczyn, z klubu Tiger Zaniemyśl odeszły bardziej utalentowane siostry Lewandowskie, które zostały zablokowane jedynie w Polskim Związku Karate. Zapytaliśmy trenerkę Monikę Mydlarz, dlaczego siostry Lewandowskie nie zostały również zablokowane w dwóch strukturach.

- Obie zawodniczki są wychowankami klubu. Ich postawa jako sportowca i człowieka zawsze była na bardzo wysokim poziomie. Ponadto Katarzyna jest obecnie na najwyższym miejscu w rankingu Polskiej Unii Karate. Przez ostatnie miesiące intensywnie pracowałyśmy nad tym, bo tylko to miejsce gwarantowało jej udział w Mistrzostwach Europy. Zablokowanie jej zniweczyłoby zatem zarówno mój, jak i jej wkład pracy w ten cel, który przyświecał nam od tak dawna – mówi Monika Mydlarz.

Zdaniem państwa Świątek i Pyra, takie zachowanie jest niesprawiedliwe.

- Musi być jakiś powód, że odchodzi cały trzon klubu, który stanowiły nasze córki i dziewczyny Lewandowskie. Uważamy, że nie traktuje sprawiedliwie zawodników, skoro tylko nasze zablokowała. Uważamy, że przez 2 lata, kiedy nasze córki trenowały w Zaniemyślu trenerka poświęcała im dużo mniej czasu niż pozostałym. My to widzieliśmy, a dziewczyny nie chciały już trenować w tym klubie, więc zdecydowaliśmy, że odchodzimy – mówi Jarosław Świątek, tata Aleksandry.

Poinformowali, że odchodzą

Jak informują rodzice Oli, Kingi i Ady, w styczniu ubiegłego roku odbyło się spotkanie z trenerką Moniką Mydlarz, na którym powiedzieli, co nie pasuje im w klubie.

- Wskazywaliśmy na to, co by mogła poprawić, ale ona nie zrobiła w tym kierunku nic. Zanim odeszliśmy, to początkowo mieliśmy zgodę Moniki Mydlarz, by trenować dodatkowo w Poznaniu. Powiedziała, że jeśli nie będzie to za często to się zgadza. Treningi w Zaniemyślu są tylko dwa razy w tygodniu, a to zdecydowanie za mało, aby profesjonalnie uprawiać karate. W Poznaniu treningi odbywają się codziennie i dzięki nim ponownie dziewczyny zaczęły odnosić sukcesy – mówią rodzice sióstr Pyra i Oli Świątek.

W grudniu rodzice ostatecznie zadecydowali, że dziewczyny zmieniają klub.

- Mieliśmy późnym wieczorem spotkanie w nowym klubie. Dowiedzieliśmy się, że nas przyjmą. Na drugi dzień, rano, trenerka otrzymała ode mnie SMS’a, że chcemy sformalizować odejście. Wieczorem było spotkanie, na którym się pożegnaliśmy. Były zapewnienia, że rozchodzimy się w sympatii i nie będzie żadnych złośliwości. Przyjęliśmy do wiadomości to, że zablokuje córki, bo ma takie prawo, ale liczyliśmy, że się dogadamy. Jednak ostatecznym powodem, dla którego postanowiliśmy walczyć jest to, że nasze zostały zablokowane, a Lewandowskie nie do końca – mówi Edyta Szczepańska – Pyra, mama Kingi i Ady.

Jarosław Świątek podkreśla, jak negatywny wpływ na dziewczyny będzie miała blokada.

- W przyszłym roku odbędą się Mistrzostwa Polski, w których przez decyzję trenerki, dziewczyny nie będą mogły wziąć udziału. To są dziewczyny, które są w momencie największej kariery. Brak występów w zawodach przez rok wiąże się z różnymi konsekwencjami. Ona zrobiła krzywdę dziewczynom, które lokalnie przynoszą sukces i godnie reprezentują powiat. Otrzymują stypendium sportowe. W tym oraz w ubiegłym roku dziewczyny otrzymały wyróżnienie od starosty i burmistrza. Ola dostała też stypendium ministra. Jest to również nasza zasługa. Poświęciliśmy mnóstwo czasu i pieniędzy na rozwój córek. To wszystko działa w dwie strony – mówi Jarosław Świątek.

Innego zdania odnośnie sposobu odejścia dziewczyn jest trenerka. Poprosiliśmy o porównanie sposobu odejścia sióstr Pyra i Oli Świątek, ze sposobem odejścia sióstr Lewandowskich.

- Delikatnie i najkrócej można to opisać w słowach - Świątek i Pyra - sposób nagły, niekulturalny z zarzutami do mojej osoby, które nie mają poparcia w żadnych faktycznych zdarzeniach. Rodzice dziewcząt postanowili zmienić barwy klubowe zawodniczek bez żadnych wstępnych rozmów ani też bez żadnego porozumienia stron. Klub, do którego odeszły nie wystosował żadnego oficjalnego pisma w tej sprawie. Lewandowscy, mimo iż także byłam zaskoczona decyzją to dyskusja w tej sytuacji była merytoryczna, naznaczona empatią – wyjaśnia Monika Mydlarz.

Trenerka dodała również co muszą wiedzieć rodzice, którzy podjęli decyzję o odejściu.

- Zmiana barw klubowych, gdzie zawodnicy reprezentują określony poziom sportowy, gdzie wydawane na nich są znaczne środki finansowe z gminy, od sponsorów i z projektów ministerialnych, ale także moje własne nie jest tylko widzi mi się rodzica czy zawodnika. Nie mogą nagle z dnia na dzień stwierdzić sobie, że zmieniają barwy klubowe. Tu już nie ma zabawy, tylko jest ciężka praca nie tylko zawodnika, ale także trenera i zarządu klubu. W każdej sytuacji czy to dotyczy zmiany miejsca pracy czy chociażby wypowiedzenia najmu obowiązuje jakiś czas na wypowiedzenie. To samo dotyczy zmiany barw klubowych. Co do samego startu w zawodach mogą one startować we wszystkich innych zawodach karate oprócz tych rozgrywanych pod patronatem PUK i PZK – mówi trenerka.

Czy dojdzie do ponownego spotkania?

Rodzice dziewczyn chcą ponownego spotkania z trenerką i próby porozumienia, lecz trenerka nie odbiera od nich telefonów, ani nie odpisuje na wiadomości.

- Wysłaliśmy pismo do starosty i do gminy, ze względu na to, że skoro my nie mamy możliwości z Moniką Mydlarz porozmawiać, to może włodarze jakoś na nią wpłyną. Trenerka przecież w każdym momencie może zmienić decyzję i je odblokować – mówi tata Oli Świątek.

Zapytaliśmy byłą trenerkę dziewczyn, o to czy podjęłaby się jeszcze jednej rozmowy z rodzicami. Monika Mydlarz mogłaby porozmawiać, ale tylko pod jednym warunkiem.

- Jeżeli byłaby to merytoryczna rozmowa oparta o argumenty, a nie fala zarzutów wykrzyczana pod moim adresem. Spędzanie z dziewczynami czasu nie tylko na treningach i zawodach, ale także na licznych obozach, zgrupowaniach czy szkoleniach często kosztem najbliższych zaczęło dawać pożądany efekt. Rezultaty tego najlepiej można zobaczyć, sprawdzając wyniki sportowe chociażby z tego roku. Otrzymywaliśmy liczne gratulacje od trenerów z innych klubów i członków zarządu związków sportowych. I nagle z dnia na dzień, bez żadnych wcześniejszych sygnałów dostaję informację, że te zawodniczki odchodzą. Rodzice nie powiedzieli, tylko wykrzyczeli, że ich dzieci nie mogą trenować z trenerką, która nie ma wyników sportowych i mało się angażuje. Mimo iż znam swoją wartość jako trenera, poczułam się upokorzona i niesprawiedliwie osądzona. W żaden sposób nie zostałam na to przygotowana. Naprawdę to odchorowałam, ale poradziłam sobie z tym i skupiłam na dalszej pracy z zawodnikami. Widzę jednak, że pan Świątek, mimo iż to on jest prowodyrem całej sytuacji sam nadal nie potrafi sobie z nią poradzić, wciągając do tego konfliktu coraz to nowe osoby – kończy Monika Mydlarz.

Jędrzej

Student dziennikarstwa. Miłośnik podróży i piłki nożnej. Członek Klubu Szalonego Podróżnika i pomysłodawca Zaniemyskiego Dnia Podróżnika.
Jeżeli chcesz, żeby zajął się jakimś tematem, napisz - j.jozefowicz@glospowiatusredzkiego.pl

Skomentuj

Upewnij się, że zostały wprowadzone wszystkie wymagane informacje oznaczone gwiazdką (*). Kod HTML jest niedozwolony.

WARTO OBEJRZEĆ

GPŚ news – bądź najlepiej poinformowany!

Włącz swój javascript, aby przesłać ten formularz

NOWE ZDJĘCIA

Wąskotorówka z sygnalizacją?
Wyłączenia prądu w najbliższych dniach.
Długo trzeba było czekać
Kolegiata rośnie z dnia na dzień
Zostały wycięte drzewa. Dlaczego?