Nielegalny prąd w Zaniemyślu? Fot. Archiwum Państwowe w Poznaniu

Nielegalny prąd w Zaniemyślu?

Oceń ten artykuł
(0 głosów)

Jeszcze niecałe sto lat temu, posiadanie w domu instalacji elektrycznej było luksusem. Nasze prababcie i pradziadkowie wciąż pamiętają te czasy przed wojną, gdy się siedziało przy świeczce. Dostarczenie prądu do Zaniemyśla okazało się być jednak sprawą skomplikowaną.

Mieszkaniec Zaniemyśla, pan Piotr Grześkowiak złożył wniosek na pozwolenie prowadzenia Zakładu Elektrycznego w 1935 roku i otrzymał zgodę Wydziału Powiatowego w Środzie. Otrzymał on także zezwolenie rządowe na zawodowy zbyt prądu na okres 25 lat. Rozpoczęto budowę Zakładu Elektrycznego w Zaniemyślu. Choć pozwolenia zostały już udzielone, dopiero rozpoczęto weryfikację możliwości pana Grześkowiaka. Okazało się, że złamane zostało prawo budowlane i pan Piotr otrzymał wezwanie do natychmiastowego zaprzestania prac. Wynika to z tego, że nie miał pozwolenia technicznego i nie mógł rozpocząć bez niego budowy zakładu elektrycznego.

Pan Piotr miał wówczas we wsi 95 konsumentów. Choć pozwolenia technicznego nie było, budowa i przyłączenie sieci trwały nadal. Pan Piotr wystosował więc pismo o pozwolenie na wznowienie prac i wytwarzanie i rozdzielanie prądu. Wniosek ten jednak odrzucono. Urząd Wojewódzki wydelegował więc pana Franciszka Tukatach na inspekcję, który to stwierdził wiele nieprawidłowości w strukturze i działaniu sieci.
Zarzucono panu Piotrowi zastosowanie cienkich, żelaznych przewodów, które są niczym nie zabezpieczone, leżą na dachach, rynnach i gałęziach. Część przyłączy domowych nie było wcale zabezpieczonych, co poskutkowało kilkoma pożarami. Opinią pana Franciszka sieć była w katastrofalnym stanie i stwarzała zagrożenie. Decyzją urzędu pan Piotr miał trzy miesiące na przystosowanie układu elektrycznego. W tym czasie zgłosił rezygnację z prowadzonej dotychczas wytwórni energii na terenie należącym do pani Jadwigi Mroczkowskiej i podłączył sieć do młyna parowego należącego do Mieczysława Stengerta,. Mógł on legalnie wytwarzać prąd, ponieważ miał na to pozwolenie, natomiast nie mógł zajmować się już rozdzielaniem energii.

Pan Piotr zainwestował w budowę wszystkie pieniądze i zaciągnął kredyt, którego nie spłacał, stąd wystawienie na licytacje komorniczą części maszyn z rozdzielni, liczników i przewodów. To nie były jedyne problemy finansowe właściciela nielegalnej elektrowni. Zakupił on w małej hurtowni elektrycznej przyrządy pomiarowe, za które przez pół roku nie raczył zapłacić. Ba, nawet monit od radcy prawnego nie poskutkował. Właściciel hurtowni sprawdził zakład w rejestrze i tym większe było jego zdziwienie, gdy odkrył, że taki zakład oficjalnie nie istnieje. Okazuje się też, że w 1935 roku kiedy uruchamiano zakład elektryczny pan Piotr wypożyczył za miesięczną kwotę 25 złotych generator, za który nie płacił, a następnie go sprzedał do Leszna usuwając uprzednio tabliczkę z nazwą Zakładu Elektrycznego w Poznaniu.

Pan Piotr wysłał odwołanie do Urzędu Wojewódzkiego. Zarzekał się, że wszelkie pozostałe niedociągnięcia poprawi w przeciągu dwóch kolejnych miesięcy prosząc o pozwolenie na wznowienie działalności. Urząd Wojewódzki przesłał również kopię odwołania do Ministra Przemysłu i Handlu Antoniego Romana. Odpowiedź z ministerstwa była niestety odmowna. Jako powód podano “iż sieć elektryczna w Zaniemyślu za pośrednictwem której odwołujący się rozdzielał energię, wybudowana została z pominięciem obowiązujących przepisów a stan jej zagrażał bezpieczeństwu publicznemu” czytamy w odmownej odpowiedzi ministra Antoniego Romana z 21 września 1938 roku.

Pan Piotr zmaga się z problemami finansowymi, ponieważ jego działalność została zamknięta a przyszłość zakładu nie przedstawia się zbyt kolorowo. Składa więc na piśmie prośbę o zwrócenie kwot wpłaconych na poczet uzyskania pozwolenia na wytwarzanie energii. Co więcej, został przeciwko niemu wytoczony proces, ponieważ liczniki energii zainstalowane w domostwach były niezalegalizowane. Otrzymuje w związku z tym, całkowity zakaz eksploatacji, tj. wytwarzania i rozdzielania prądu. Podobny zakaz otrzymuje właściciel młyna, pan Mieczysław Stengert. Sieć zostaje wyłączona w kwietniu 1938 roku.

Batalia jednak trwa dalej i zostało wysłane kolejne odwołanie do Ministra Przemysłu i Handlu o udzielenie rządowego pozwolenia na wznowienie działalności. Antoni Roman odrzuca po raz kolejny prośbę mieszkańca Zaniemyśla jako, że ten nie posiada wystarczających środków finansowych na prawidłowe prowadzenie rozdzielni prądu, o czym świadczy licytacja komornicza. Co więcej, wkrótce cała sieć została zajęta przez komornika. Urząd Powiatowy dostaje na piśmie od Urzędu Wojewódzkiego prośbę o przejęcie sieci i przebudowanie jej jak należy. Decyzja jednak zależy od Rady Gminnej i Wydziału Powiatowego, ponieważ na ten rok zaplanowano otwarcie spółdzielni mleczarskiej.

Monika

Anglistka i genealog-amator. Lubię dobrą książkę, głównie klasykę i fantastykę, języki obce i historię z perspektywy ludzi, nie wydarzeń. Zajmuję się stroną historyczną oraz gminami Nowe Miasto i Krzykosy.

Napisz, pomogę Ci opowiedzieć Twoją historię - m.banaszynska@glospowiatusredzkiego.pl

Skomentuj

Upewnij się, że zostały wprowadzone wszystkie wymagane informacje oznaczone gwiazdką (*). Kod HTML jest niedozwolony.

WARTO OBEJRZEĆ

GPŚ news – bądź najlepiej poinformowany!

Włącz swój javascript, aby przesłać ten formularz

NOWE ZDJĘCIA

Koronawirus: Stan na dzień 13 kwietnia
Koronawirus: Stan na dzień 12 kwietnia
Kapsuła czasu w Rumiejkach
Koronawirus: Stan na dzień 11 kwietnia
Akcja strażaków na Jeziorze Raczyńskim