Tą tragedią żyło tysiące średzian. Czy dziś jej życie może stać się przykładem świętości?

Oceń ten artykuł
(3 głosów)

Miała 20 lat i całe życie przed sobą. Wszędzie było jej pełno. Studiowała, udzielała się charytatywnie, grała na gitarze. Bezgranicznie kochała Boga. Znało ją wielu mieszkańców Środy. Karolina Pawlicka była nadzieją swojej rodziny, przyjaciół, miasta. I wtedy nadszedł feralny dzień. 2 sierpnia 1998 roku. Odeszła nagle. Zginęła. Dziś trwa jeden z procesów, którego przebieg może doprowadzić do rozpoczęcia kolejnego – beatyfikacyjnego. Czy tak się stanie? Potrzebne są świadectwa ludzi, którzy znali Karolinę, przebywali z nią i poprzez swoje historie związane z tą niezwykłą dziewczyną mogą doprowadzić do tego, by proces ruszył dalej do przodu.

Karolina Pawlicka urodziła się w 1978 roku. Była dziewczyną nieprzeciętną, z charakterem i nietuzinkową osobowością. Należała do osób o silnej wierze, rozmodlonych, bezinteresownych, uczciwych i pełnych optymizmu. Od najmłodszych lat sporo udzielała się w parafii. Ukończyła Liceum Ogólnokształcące w Środzie i rozpoczęła studia na Wydziale Matematyki Uniwersytetu Adama Mickiewicza w Poznaniu.

Dlaczego wybrała kościół?

Pierwsze lata życia spędziła mieszkając z rodzicami w Gowarzewie i już wtedy wyróżniała się głęboką pobożnością. - Jesteśmy średzianami, ale po studiach pracowałem w Kleszczewie, gdzie byłem nauczycielem, a następnie dyrektorem szkoły. Dostaliśmy mieszkanie jako małżeństwo nauczycielskie. Mieszkaliśmy w nim 9 lat. Przy naszym domu znajdowała się kaplica, do której córka chętnie chodziła na msze i wszelkie nabożeństwa – wspomina Tomasz Pawlicki, tata Karoliny.

W codziennym życiu rodziny Pawlickich obecni byli księża. Kontakt z nimi nie kończył się tylko na niedzielnej mszy.

- Szwagier jest księdzem, więc w domu przyjmowaliśmy różnych księży – kolegów szwagra. Głównie odwiedzał nas ks. Lech Otta. To dzięki niemu po naszej przeprowadzce do Środy, Karolina zaczęła prężnia udzielać się w Kolegiacie – dodaje Danuta Pawlicka, mama Karoliny.

Ks. Otta zanim państwo Pawliccy zamieszkali w Środzie zaproponował Karolinie, by została lektorką i czytała na mszach świętych dla dzieci. Miała wówczas 10 lat.

- Już na pierwszej próbie wiedziałem, że to był dobry pomysł. Miała niebywałe wyczucie sensu czytanego tekstu, potrafiła modulować głos, ściszać i podnosić go we właściwych miejscach, jak na dziecko w tym wieku dysponowała wyjątkowo silną emisją głosu. Przez kilka miesięcy dojeżdżała na próby i msze św. z Gowarzewa. Po przeprowadzce do Środy czytała jeszcze więcej – pisał w październiku 1998 roku na łamach gazety parafialnej „W Kręgu Rodziny Kolegiackiej” ks. Lech Otta.

Niezastąpiona organizatorka

Z czasem Karolina zaczęła śpiewać w kościele, grać na gitarze. Stała się współorganizatorką i liderką grupy „Dar Serca”, która została stworzona z myślą o dzieciach niepełnosprawnych. Raz w miesiącu odbywały się msze dla tych dzieci. Mogły one wystąpić, pokazać swój talent. Śpiewano, tańczono, klaskano. - Karolina podgrywała, trzymała mikrofon, odprowadzała te dzieci na miejsce. Z tych mszy człowiek wychodził taki napełniony – mówi pani Danuta.

Karolina była także wolontariuszką Ogólnopolskiego Festiwalu Wokalno-Instrumentalnego dla Dzieci i Młodzieży Niepełnosprawnej, a także współzałożycielką zespołu „Iskierki”. W latach 1995-1996 pełniła funkcję przewodniczącej Rady Młodzieży w Środzie.

- Ksiądz Lechu odprawiał mszę w domach osób starszych, które nie mogły wstawać oraz w Domu Pogodnej Jesieni i tam też zawsze była Karolina. Kiedy zbliżały się święta roznosiła wraz z koleżankami upominki dla osób starszych – opowiadają rodzice.

Jej całym życiem były osoby niepełnosprawne i starsze, ale także ministranci, z którymi jeździła na obozy, jako opiekunka.

- Jeździła z niepełnosprawnymi nad morze na obozy rehabilitacyjne. Chciała być z nimi podczas mszy oraz w trakcie zabaw. Z gitarą jeździła także na pikniki do Nowego Miasta. Chodziła na pielgrzymki do Częstochowy – dodaje pani Danuta.

Rodzice wspominają, że wielkim zaufaniem i szacunkiem darzył ją ks. Aleksander Rawecki, wieloletni proboszcz Kolegiaty. Zdarzyło się tak, że kiedy ksiądz wyjechał, Karolina pilnowała probostwa. Dla niej oraz rodziców był to wielki zaszczyt.

Dzień, którego lepiej by nie było

2 sierpnia 1998 roku. Karolina wraz z księżmi i ministrantami ze Środy i Grodziska rozpoczęła obóz w Wieleniu Nadobrzańskim. Jeździli tam co roku, ponieważ ks. Aleksander Rawecki znał się z tutejszym proboszczem jeszcze z czasów studiów.

- Przy kościele były salki, spędzali w nich czas, ale także nad jeziorem i w terenie. Śniadanie, kolacje obozowicze sami przygotowywali, a na obiad chodzili w teren – wspominają rodzice.

Obóz w 1998 roku był niestety inny. Już na samym początku jego trwania, podczas powrotu z jednej aktywności w grupę obozowiczów uderzył samochód. Na miejscu zginęła 20-letnia Karolina oraz 15-letni Adrian z Grodziska.

- Pierwsza reakcja była straszna. O śmierci Karoliny dowiedzieliśmy się od ks. Raweckiego. Zadzwonił do nas. Myśleliśmy, że może trafiła do szpitala, chcieliśmy od razu jechać, ale ksiądz odpowiedział krótko: nie, to już jest koniec… - wracają w rozmowie do najgorszego dnia w życiu rodzice Karoliny.

- Mimo pierwszego bardzo trudnego okresu, silna wiara naszej córki, pomogła nam lżej przeżyć jej śmierć. Wielkim wsparciem stali się też księża, którzy mieli bardzo dobrą opinię o Karolinie – dodaje pani Danuta.

Kościół nie pomieścił ludzi

Kilka dni później odbył się pogrzeb. Biała trumna pojawiła się w Kolegiacie, a wraz z nią tłumy średzian oraz ludzi spoza powiatu chcących pożegnać dziewczynę, która mimo młodego wieku zdziałała więcej niż nie jedna osoba dorosła przez o wiele dłuższy okres życia.

- Na pogrzebie było mnóstwo ludzi. Nie wszyscy zmieścili się w Kolegiacie. Wśród nich 30 albo 40 księży. Wydawało się jakby to był pogrzeb jakiegoś księdza. To była jedna z nielicznych mszy, kiedy trumna pojawiła się w kościele. Ksiądz Raczkowski miał kazanie. Nie mógł mówić, tak przeżywał tę śmierć. Głos mu się załamywał. To, że trumna była w kościele, to zasługa ks. infułata Raweckiego. On także nie mógł pogodzić się ze śmiercią. Miał przygotowaną mowę pożegnalną, którą ostatecznie przeczytał ks. wikariusz, bo sam nie był w stanie wydusić ani słowa. Miał też pomysł, by był przemarsz z trumną przez miasto, ale nie zgodziliśmy się – wyjaśnia pan Tomasz oraz pani Danuta.

19 sierpnia, kilkanaście dni po śmierci Karoliny do rodziców dotarła jeszcze jedna wiadomość. Ich córka została zaproszona do oddania szpiku. Marzyła o tym przed śmiercią, dlatego zgłosiła chęć oddania, a następnie czekała aż ktoś się do niej w tej sprawie odezwie. Niestety było już za późno.

Czy istnieją podstawy do beatyfikacji?

Życie Karoliny Pawlickiej oraz jej wiara w Boga było czymś niezwykłym. Kilka lat temu ks. infułat Aleksander Rawecki wyszedł z inicjatywą, by Karolinę po śmierci zgłosić na świadka wiary. Obecnie trwa jej proces informacyjny. Czy za jakiś czas będziemy mogli mówić o świętej ze Środy?

W Kościele katolickim możemy wyszczególnić 4 etapy prowadzące do tego, by ogłosić daną osobę świętą. Pierwszym z nich jest uznanie kogoś za świadka wiary. Osoba ta swoją postawą za życia wskazywała, że zaufała Bogu i na Nim jako fundamencie budowała swoje życie. Nie wszystkie osoby ogłoszone świadkami wiary zostaną wyniesione do chwały ołtarza jako błogosławione lub święte. Szanse jednak są, a sam Kościół uważa, że należy zachowywać i pielęgnować pamięć o nich i tworzyć katalogi osób, których życie jest godne naśladowania.

Jeśli życie świadka było na tyle wyjątkowe i godne, może ruszyć proces beatyfikacyjny, a sam świadek w momencie jego rozpoczęcia staje się Sługą Bożym. Trzecim etapem jest ogłoszenie danej osoby błogosławioną, co wiąże się z potwierdzeniem cudu wymodlonego za przyczyną osoby, której proces się toczył. Ostatnim etapem jest kanonizacja, do której może dojść, kiedy osoba błogosławiona, a wtedy już święta staje się wzorem dla całego Kościoła.

- Zastanawiamy się czy istnieją podstawy do dalszego rozpoczęcia jakichkolwiek działań w kierunku rozpoczęcia procesu beatyfikacyjnego. Najpierw konieczny jest proces informacyjny. Przyglądamy się życiu Karoliny i jej działalności społeczno-kościelnej. Próbujemy zgromadzić dokumenty, informacje. Proces w diecezji rozpoczął się kilka lat temu, w 2013 lub w 2014 roku. Problemem jest to, że zgromadzonych dotąd informacji jest niewiele. Próbujemy w rozmaitych rzeczach szukać informacji oraz je potwierdzać. Poza przekonaniem o wyjątkowości Karoliny, ważne jest poparcie tego faktami, uzasadnienie historycznie – mówi ks. Tomasz Nawracała – kapłan odpowiedzialny za proces informacyjny w archidiecezji.

Ks. Nawracała wie sporo o działalności Karoliny i jej zaangażowaniu w dzieła charytatywne, ponieważ znał ją osobiście. Był również w momencie śmierci na obozie. Jednak samo „wiem” nie wystarcza. Potrzeba konkretnych źródeł.

- Wszyscy wiedzą, że powstał taki zespół „Iskierki”, istniała grupa „Dar Serca”, ale skąd to się wzięło? W którym momencie powstało? Jakie miało założenia? Nie ma dokumentów. Nie ma potwierdzenia i dlatego szukamy. Dużą pomoc stanowią rodzice, którzy starają się pewne rzeczy odnaleźć dzięki życzliwości ludzi. Tak naprawdę jedynym pewnym źródłem, które może nieco wypełnić luki to jest gazeta, którą wydawał ks. Otta, czyli „W Kręgu Rodziny Kolegiackiej” – wyjaśnia kapłan.

Znaliście Karolinę? Napiszcie maila!

Karolina żyła krótko, dlatego ks. Nawracała nie spodziewa się sporej ilości dokumentów, natomiast podkreśla, że istotne są także świadectwa ludzi, którzy znali Karolinę osobiście.

- Potrzebne są świadectwa ludzi. W środowisku Karoliny byli ludzie, którzy z nią współpracowali w grupach charytatywnych, przy festiwalu, zespole muzycznym oraz chodzili z nią na pielgrzymki. Obecnie istotne jest, aby osoby, które ją pamiętają i z nią działały podzieliły się swoimi świadectwami ze mną. Jeśli coś w jej osobie do Was trafiło, zapadło w pamięci, miało wpływ na Wasze życie – piszcie na adres mailowy: Ten adres pocztowy jest chroniony przed spamowaniem. Aby go zobaczyć, konieczne jest włączenie w przeglądarce obsługi JavaScript.. Zgromadzone informacje na tym mailu będą podstawą do dalszego działania – tłumaczy ksiądz.

 

 

Dwuetapowy przebieg procesu

Każdy proces opiera się na dwóch etapach. Z jednej strony badanie życia od strony tzw. „podstawowych informacji”, z drugiej badanie konkretnych danych związanych z życiem i działalnością człowieka.

- O pewnych faktach trzeba powiedzieć, np. że przyjęła chrzest i przyjęła bierzmowanie. Z drugiej strony należy wykazać to, co może stanowić podstawy do jej świętości. W przypadku Karoliny, czymś takim jest jej działanie na rzecz bliźniego, zaangażowanie w wolontariat. Wszystko robiła bezinteresownie, z dużym oddaniem. Nie wynikało to tylko z potrzeb humanitarnych. Wolontariat w jej przypadku, nie był tylko działaniem dla działania, bo jest fajnie, coś się przynajmniej dzieje i można się tym pochwalić. Jej zaangażowanie na rzecz bliźniego było konsekwencją bliskości z Bogiem. Ona wiele czasu poświęcała na modlitwę. Każdego dnia chodziła na mszę świętą i przyjmowała komunię świętą. Dlatego i w tym względzie potrzebne byłyby świadectwa, by coś więcej o tym powiedzieć. To, czym dziś dysponujemy, to są właściwie fragmenty wspomnień tych, którzy ją znali. Niestety, niewiele tego jest. Stąd przydałoby się więcej świadectw, więcej takiego spojrzenia na nią z rozmaitych stron. Wiemy, że przemawiała do ludzi swoją postawą, swoim zaangażowaniem, dlatego teraz tak ważne jest, by Ci ludzie otworzyli się i o tym opowiedzieli – mówi ks. Nawracała.

Patronka wolontariuszy?

W dzisiejszych czasach młodzi ludzie szczególnie potrzebują odpowiednich wzorców. Osób, którymi mogą się inspirować. Potrzebują ich także wolontariusze działający w rozmaitych instytucjach, także w Kościele katolickim.

- Grupy Caritasu, zwłaszcza młodsze, potrzebują dobrego przykładu. Wydaję mi się, że w tym względzie Karolina mogłaby stać się wzorem bezinteresownego zaangażowania na rzecz drugiego człowieka. Taka postawa – w moim przekonaniu - byłaby naszą, średzką i wielkopolską, afirmacją i realizacją powszechnego powołania do świętości – wyjaśnia kapłan.

Kuria zbierze informacje

Jeśli znajdą się chętni ludzie do podzielenia świadectwami oraz uda się skompletować wszelkie niezbędne informacje, wtedy wszystko trafia do kurii na ręce arcybiskupa. Tam zapada decyzja, co z tym dalej będzie się działo.

- Kuria decyduje o procesach informacyjnych, czyli o tym czy Karolina uznana zostanie za świadka wiary. Kuria jest pierwszą instancją odpowiedzialną za nadzorowanie i sprawdzanie tego typu spraw. Po zebraniu informacji kuria przystępuje do dalszych działań, czyli do rozpoczęcia już bardziej formalnego procesu. Do potwierdzenia wszystkich informacji, do powołania komisji itd. Wtedy zobaczymy, co z tego dalej może wyjść. Komisja powoływana jest na terenie archidiecezji i rozpoczyna prace nad jeszcze dokładniejszym opracowaniem życia Karoliny. Członkowie komisji spróbują stworzyć jej portret duchowy i moralny, wyciągnąć z jej postaci coś charakterystycznego, co może posłużyć w kolejnych etapach – mówi ks. Tomasz Nawracała.

Rozbudzić kult wokół Karoliny

Mimo że od śmierci Karoliny Pawlickiej minęły prawie 23 lata, to pamięć o niej wciąż żywa jest w sercach wielu osób. Łatwo to zaobserwować podczas Uroczystości Wszystkich Świętych. Co roku na jej grobie płonie ponad 150 zniczy. Za swojego życia do grobu Karoliny przychodzili pomodlić się ks. infułat Rawecki, ks. Raczkowski, a także do dziś czyni to biskup Damian Bryl, który uczył Karolinę religii w szkole oraz prowadził korespondencję podczas swoich zagranicznych studiów.

- Ważną kwestią jest rozbudzenie kultu, opisanie tego, który już istnieje. Sprawdzenie, czy ludzie chodzą na jej grób? Czy modlą się za nią? A może modlą się już za jej wstawiennictwem i może już komuś uprosiła łaski u Boga? To wszystko jest dla nas ważne i warto się tym podzielić. Trzeba zbadać czy dana osoba na stałe wpisała się w dane środowisko. Pozostaje pytanie czy w dłuższej perspektywie ktoś o niej pamięta? Niektórzy na swój proces kanonizacyjny czy beatyfikacyjny czekają po 600 lat, ale to jest właśnie też argument pokazujący, że ta osoba żyje w pamięci ludzi – wyjaśnia ksiądz Tomasz.

Po zamknięciu procesu informacyjnego, jeśli uda się zebrać i uporządkować cały materiał, pozostanie otwarcie działań w kierunku procesu beatyfikacyjnego. Żeby tak się stało konieczne jest, aby średzianie otworzyli się i zechcieli dzielić się swoimi wspomnieniami z czasów znajomości i wspólnego działania z Karoliną Pawlicką.

Jędrzej

Student dziennikarstwa. Miłośnik podróży i piłki nożnej. Członek Klubu Szalonego Podróżnika i pomysłodawca Zaniemyskiego Dnia Podróżnika.
Jeżeli chcesz, żeby zajął się jakimś tematem, napisz - j.jozefowicz@glospowiatusredzkiego.pl

Skomentuj

Upewnij się, że zostały wprowadzone wszystkie wymagane informacje oznaczone gwiazdką (*). Kod HTML jest niedozwolony.

WARTO OBEJRZEĆ

GPŚ news – bądź najlepiej poinformowany!

Włącz swój javascript, aby przesłać ten formularz

NOWE ZDJĘCIA

Koronawirus: Stan na dzień 13 kwietnia
Koronawirus: Stan na dzień 12 kwietnia
Kapsuła czasu w Rumiejkach
Koronawirus: Stan na dzień 11 kwietnia
Akcja strażaków na Jeziorze Raczyńskim