Tożsamość wymaga pamięci o historii

Oceń ten artykuł
(1 głos)

Skąd pojawiają się wątki badawcze w historii? Z czego wynika ostatnia moda na genealogię? Czy mitologia słowiańska zasługuje na większą uwagę w programie nauczania? Wojciech Lis rozmawia z Tomaszem Sroką o swojej pracy muzealnika i archiwisty.

Tomasz Sroka: Skąd wziął się u Pana pomysł na taką ścieżkę kariery?

Wojciech Lis: W mojej rodzinie nikt nie zajmował się historią przede mną. Jedyną osobą, która sprawowała pieczę nad archiwum rodzinnym była siostra dziadka. Przekazała mi ogromną wiedzę o przodkach i spuściznę. Mogę powiedzieć, że od zawsze ciągnęło mnie do historii. Z drugiej strony, nie każdy ma talent do śrubek i kabelków. Moje zamiłowanie szczególnie uwydatniło się już w szkole podstawowej, kiedy zacząłem z powodzeniem startować w wielu konkursach i olimpiadach historycznych. Co ciekawe, bardzo lubiłem też chemię, lecz koniec końców wygrała historia. Skończyłem Liceum św. Marii Magdaleny w Poznaniu z wyróżnieniem. Następnie rozpocząłem studia na Wydziale Historii UAM. Studia magisterskie ukończyłem w 2018 roku, zdobywając nagrodę za najlepszą pracę magisterską, obronioną wówczas na Wydziale Historii.

Jak wygląda praca archiwisty na co dzień?

Wbrew powszechnej opinii praca archiwisty jest dość nieprzewidywalna. Nigdy nie wiadomo kiedy i z jakimi dokumentami i obiektami będę miał do czynienia. Głównym zadaniem archiwisty jest opracowywanie materiałów archiwalnych w taki sposób, aby mogły być one zrozumiałe w perspektywie kolejnych pokoleń, przez co praca musi być bardzo rzetelna. Wymagana jest znajomość form oraz specyfiki różnego rodzaju dokumentów. W pracy archiwisty bardzo ważne są także ustandaryzowane wzorce, które powinny być zachowane podczas porządkowania i opisywania materiałów. Myślę, że obecnie największym problemem jest błyskawiczny postęp w rozwoju dokumentów elektronicznych i cyfrowych, ponieważ to, w jaki sposób obecnie je przechowujemy, za chwilę może okazać się kompletnie bezużyteczne.

W pracy wykonuje Pan obowiązki muzealnika oraz archiwisty. Jak te dwie funkcje na siebie oddziałują?

Moja praca muzealnika w pewien sposób łączy w sobie elementy pracy archiwisty. Muzealnictwo i archiwistyka przez bardzo długi czas były traktowane pokrewnie. Pracując w muzeum można wykorzystywać metody zaczerpnięte z archiwistyki. Chodzi tutaj o sposoby zabezpieczania dokumentacji, formy udostępniania itd. W muzealnictwie dochodzą oczywiście kwestie związane z kontaktem ze zwiedzającymi, a także organizacją wydarzeń. W ostatnim czasie byłem m.in. współorganizatorem wystawy „A więc wojna!”. Wystawa została odebrana bardzo pozytywnie i dała sygnał do dalszych dyskusji.

Pojawiły się nowe wątki badawcze?

Tak. Poszerzyliśmy wiedzę m.in. o wizycie syna Józefa Stalina w Mącznikach. Miało to miejsce w 1945 roku, prawdopodobnie w czasie Bitwy o Poznań. Już po zakończeniu wystawy skontaktowała się ze mną osoba, która opowiedziała, że w okolicy w tym samym czasie stacjonował radziecki marszałek Gieorgij Żukow ze swoim sztabem. Mieszkańcy bardzo chętnie dzielili się historiami z tamtego okresu, również tymi bardzo traumatycznymi. Pojawiła się historia pana Edwarda Nowaczyka, nauczyciela średzkiego Liceum. W trakcie II wojny światowej, o czym przez długi czas mało kto wiedział, był żołnierzem w 1. Brygadzie Spadochronowej gen. Sosabowskiego.

W ostatnim czasie mamy do czynienia z modą na uprawianie genealogii. Skąd się u nas bierze taka potrzeba?

Ludzie chcą się dowiedzieć skąd pochodzą, jaka jest historia ich rodzin, co sprawiło, że znaleźli się w takim miejscu, a nie innym. Mimo tego, że w 90 procentach przypadków nasze pochodzenie jest chłopskie, to nie jest to powód zniechęcający do poszukiwań. Z drugiej strony wiele osób tworzy drzewa genealogiczne dla prestiżu czy poszukiwania bohaterów wśród przodków. Niestety bardzo często przekazywane legendy rodzinne ulegają brutalnemu zderzeniu z dokumentami i źródłami historycznymi, przez co niektórzy mogą czuć się rozczarowani. Wreszcie trzeba powiedzieć, że mamy do uprawiania genealogii odpowiednie czasy, ponieważ w czasach poprzedniego ustroju kwestia pochodzenia była czymś, o czym wolało się głośno nie mówić.

Jakiś czas temu w mediach społecznościowych można było zauważyć ożywioną dyskusję na temat obecności mitologii słowiańskiej w szkolnym programie nauczania. Podnoszone były głosy, że poświęca się dużo czasu na mitologię grecką, a praktycznie niewiele wierzeniom Słowian. Jakie jest Pana zdanie na ten temat?

Tożsamość kulturowa Europy została zbudowana w oparciu o trzy filary: grecki, rzymski oraz judeochrześcijański, stąd w tym układzie Słowiańszczyzna znajdowała się niejako na uboczu. Należy sobie powiedzieć, że zajmowanie się Słowiańszczyzną nie jest proste. Nie mamy tutaj do czynienia z własnymi, słowiańskimi źródłami pisanymi, jak w przypadku kultury greckiej czy rzymskiej. O Słowiańszczyźnie zdecydowanie więcej mówi archeologia, a jedyne przekazy piśmienne o Słowianach, jakie się zachowały, pochodzą z kręgów kultur zachodnich, bizantyjskiej czy ruskiej. Dlatego też w tym zakresie trzeba uważać, żeby legend lub pewnych luźnych interpretacji i domysłów nie podciągać do rangi historii.

Skomentuj

Upewnij się, że zostały wprowadzone wszystkie wymagane informacje oznaczone gwiazdką (*). Kod HTML jest niedozwolony.

WARTO OBEJRZEĆ

GPŚ news – bądź najlepiej poinformowany!

Włącz swój javascript, aby przesłać ten formularz

NOWE ZDJĘCIA

Koronawirus: Stan na dzień 13 kwietnia
Koronawirus: Stan na dzień 12 kwietnia
Kapsuła czasu w Rumiejkach
Koronawirus: Stan na dzień 11 kwietnia
Akcja strażaków na Jeziorze Raczyńskim