Koronawirus zadał wielki cios gastronomii. Czy wszystkie restauracje przetrwają pandemię?

Oceń ten artykuł
(3 głosów)

Pandemia koronawirusa wywarła ogromny wpływ na nasze życie. Dla wielu osób stała się przyczyną osobistych dramatów związanych z chorobą czy nawet śmiercią bliskich. To także czas, kiedy musieliśmy zmienić styl życia, przyzwyczajenia czy nawyki. Zmieniony tryb pracy sklepów, galerii handlowych, zawieszenie działalności salonów kosmetycznych, fryzjerskich, siłowni i salonów fitness zostawił po sobie wielki ślad w gospodarce. To okres sporych trudności dla właścicieli wielu firm. Nie mniej ucierpiała branża gastronomiczna.

Branża gastronomiczna w Polsce odczuła kryzys już wiosną, przy okazji pierwszej fali pandemii. Wówczas wprowadzone obostrzenia zmusiły właścicieli do całkowitego zamknięcia bądź czasowego ograniczenia działalności. Z czasem nastąpiło poluzowanie tych obostrzeń. W lokalu mogła znajdować się odpowiednia liczba osób, uzależniona od wielkości sali, a maseczkę ochronną można było zdjąć jedynie do posiłku. Limity gości zostały zniesione 30 maja. Nadal jednak konieczne było zachowanie dystansu społecznego, co wymusiło na właścicielach restauracji dokonanie zmian aranżacji lokali. Latem sytuacja zaczęła wracać do normy, ale jesienny wzrost liczby zakażeń spowodował, że rząd ponownie nałożył obostrzenia na gastronomię. Z początku ograniczono tylko czas wydawania posiłków na miejscu. Klientów przy stolikach można było obsługiwać wyłącznie do godziny 21:00. Kolejne postanowienie, ogłoszone tydzień później, dobiło branżę. Od 24 października lokale gastronomiczne mogą serwować klientom posiłki jedynie na wynos bądź na dowóz. To spowodowało, że zdecydowanie spadła wysokość obrotów, a niektóre lokale stanęły na krawędzi bankructwa. Tragiczna sytuacja dotknęła wszystkie podmioty związane z branżą gastronomiczną. Zarówno właścicieli lokali, jak i dostawców oraz producentów, w tym także rolników. Kryzys związany z pandemią to problem restauratorów w całym kraju. Nie ominął on również przedsiębiorców, którzy działają w tej branży na terenie naszego powiatu.

W restauracji K2 drastycznie spadły obroty lokalu. Klienci nie mogą, jak kiedyś, zamówić jedzenia „w środku” i cieszyć się smakiem i dobrym towarzystwem. Wieczorne wyjście na pizzę odeszło w zapomnienie. -W związku ze znacznym spadkiem ilości zamówień, zdecydowałem o skróceniu godzin otwarcia. Ludzie do nas nie dzwonią tak często, jak kiedyś. Na szczęście nie musiałem zwalniać pracowników i mam wielką nadzieję, że sytuacja epidemiczna mnie do tego nie zmusi – mówi właściciel restauracji K2.

Pustkami świeci również budynek przy średzkim kąpielisku, gdzie wcześniej prowadzona była gastronomia. Dotychczasowy najemca wypowiedział umowę. Trudno się dziwić, gdyż sezon letni do udanych nie należał, a obowiązujący obecnie zakaz organizowania imprez okolicznościowych pozbawił możliwość uzyskiwania dochodu w tym miejscu. Budynek ma świetną lokalizację, ale wysoki czynsz może odstraszyć potencjalnego najemcę. Tym bardziej teraz, gdy obowiązują obostrzenia, trudno będzie znaleźć chętnego na wynajem. Specjaliści już straszą kolejną falą epidemii. Możliwe zatem, że w przyszłym roku nie będziemy mieli możliwości zakupienia w tym miejscu napoju chłodzącego czy posiłku. Zakaz organizowania wesel, komunii czy innych imprez okolicznościowych przyczyniło się do tego, że pewne lokale już się zamknęły, a niektóre są na skraju bankructwa. Dla wielu z nich właśnie imprezy, a nie codzienne serwowanie posiłków, były podstawowym źródłem dochodów.
Jak powiedziała nam Magdalena Borowska, właścicielka „Zagłoby”, z otwarciem lokalu wiązała nadzieję na przyszłość. - Od lat pracowałam w branży, chciałam wreszcie zacząć sama zarabiać na swój rachunek. W grudniu ubiegłego roku udało mi się otworzyć wymarzony lokal. Zaczęłam od serwowania pizzy i kebaba, z czasem wprowadziłam obiady domowe. Dało się zauważyć stopniowy wzrost obrotów. Pierwsze załamanie nastąpiło w kwietniu, druga fala zachorowań i związane z nią obostrzenia praktycznie dobiły „Zagłobę”. Dziś lokal przynosi straty. Nie jestem w stanie dłużej ich ponosić. Na samo urządzenie lokalu przeznaczyłam życiowe oszczędności. Było to około 80 tys zł. Co gorsza, nie należy mi się pomoc finansowa spowodowana stratami z powodu pandemii COVID-19, gdyż nie mogę wykazać spadku dochodów w stosunku do lat ubiegłych, skoro wtedy nie prowadziłam działalności gospodarczej. Jest wysoce prawdopodobne, że wkrótce będę musiała zamknąć lokal.

Kolejną średzką restauracją, która świeci pustkami jest „Tosca”. Dochody pochodzą tylko i wyłącznie z dowozów i odbiorów jedzenia. Obroty lokalu nastawionego głównie na organizowanie imprez okolicznościowych, spadły aż o 70%. Właścicielka nie zdecydowała się jednak na zwolnienie pracowników czy pozbawienie ich części wynagrodzenia. Sale w Tosce nie są ogrzewane i czekają, aż wszystko wróci do normalnego funkcjonowania sprzed pandemii. Koronawirus tak bardzo wpłynął na życie każdego z nas, że ludzie, którzy odbierają zamówienia, boją się nawet wejść po nie do lokalu. -Jeśli sytuacja w ciągu kilku miesięcy się nie poprawi, to będę zmuszona zamknąć lokal. Czuję, że będzie to nieuniknione – mówi właścicielka „Tosci”, pani Róża Nowicka.

Restauracja „Ognisko”, której otwarcie miało miejsce 20 maja, również boryka się z problemami, spowodowanymi pandemią koronawirusa. 13 marca miał miejsce odbiór budynku przez sanepid po remoncie. Pech chciał, że w sobotę, 14 marca weszły w życie obostrzenia. W związku z tym nie zdążyła się ona nawet otworzyć. -Jest nam ciężko, ponieważ nie mogliśmy wyjść do ludzi. W sierpniu i we wrześniu myśleliśmy, że sytuacja się poprawi. Ludzie muszą nas poznać, a nawet część z nich nie wie w ogóle o naszym istnieniu– mówi właściciel restauracji, Tomasz Szymkowiak. Lokal jest w pełni odremontowany. Nastawia się przede wszystkim na imprezy okolicznościowe, które niestety teraz są niemożliwe do zorganizowania. Miesięcznie z własnej kieszeni, na utrzymanie restauracji trzeba dokładać kilka tysięcy złotych. Właściciel nie chce zamykać lokalu, ani zwalniać pracowników. W związku z pandemią restauracja oferuje ciekawe promocje na dania główne, makarony, pizzę.

Dynamicznie rozwijająca się do niedawna zaniemyska „Pozytywka” została zablokowana przez pandemię koronawirusa. - Pierwszy lockdown przyjęliśmy na przysłowiową „klatę”. Potraktowaliśmy go, jako wyzwanie, z którym trzeba się zmierzyć. Nie był to czas na użalanie się bądź marudzenie, jak jest nam źle. Burza mózgów, wiele pomysłów, by choć po części normalnie funkcjonować. Nie jesteśmy typem ludzi, którzy rozkładają ręce i szybko się poddają. Dostawy dań na wynos to zaledwie kilkanaście procent naszego obrotu, więc nie nastawiamy się, że taka forma działalności pomoże nam przetrwać. Nie możemy organizować imprez okolicznościowych. Nasz kalendarz był zapełniony po brzegi. Nikt z „góry” nie przejmuje się stratami, jakie ponosimy. Kiedy w piątek 23 października ogłoszono, że z dniem 24.10 nasz powiat znajduje się w czerwonej strefie mieliśmy w chłodni 4 kilogramowy tort na przyjęcie weselne, a na sali pełno świeżych ciętych kwiatów. W ciągu 30 minut dostaliśmy telefon od zapłakanej przyszłej Panny Młodej, z zasadniczym pytaniem: „Co ja mam teraz zrobić?” Jak można tego typu informacje i zakazy wprowadzać w życie z dnia na dzień? Nikt się nie liczy ze stratami, jakie dotykają ludzi chętnych do pracy, potrzebna jest tarcza strikte dla gastronomii, zwolnienie z ZUS’u i dopłaty do pracowników. Mamy nadzieję, że dobre i normalne czasy wrócą szybciej niż zakładamy, że będziemy znów mogli przyjmować naszych gości przy restauracyjnym stoliku, nie w progu restauracji z papierową torbą z daniami na wynos- mówi załoga restauracji „Pozytywka”.

Basia

Studentka filologii angielskiej. Interesuje się wszystkim, co związane jest z muzyką, kulturą oraz podróżami. Uwielbiam kreatywnie spędzać czas.
Jeżeli chcesz, żebym zajęła się jakimś tematem, napisz: b.orlowska@glospowiatusredzkiego.pl

Skomentuj

Upewnij się, że zostały wprowadzone wszystkie wymagane informacje oznaczone gwiazdką (*). Kod HTML jest niedozwolony.

WARTO OBEJRZEĆ

GPŚ news – bądź najlepiej poinformowany!

Włącz swój javascript, aby przesłać ten formularz

NOWE ZDJĘCIA

Wąskotorówka z sygnalizacją?
Wyłączenia prądu w najbliższych dniach.
Długo trzeba było czekać
Kolegiata rośnie z dnia na dzień
Zostały wycięte drzewa. Dlaczego?