Reklama GPŚ - Wolne miejsce (powiat)

Średzianka walczy z mężem o swoje dziecko

Oceń ten artykuł
(0 głosów)

Eliza Rzun walczy z włoskim partnerem o 5-letnią córkę Elenę. Póki co polski sąd stanął po stronie Włocha.

W 2013 roku Eliza Rzun w Rzymie poznała Dawida. Zakochali się. Włoch dla Elizy sprowadził się do Polski. – Najpierw mieszkaliśmy z moimi rodzicami, potem zaczęliśmy wynajmować mieszkanie w Środzie. Zaszłam w ciąże, urodziła się Elena. Przez pierwsze dwa i pół roku jej życia mieszkaliśmy w Polsce. Trochę wyjeżdżaliśmy do Włoch – opowiada średzianka. – Ale to nie był wyjazd na stałe. On starał się tam o rentę, bo ma problemy z plecami. Praktycznie nie pracował. Żeby się nie rozdzielać wyjechaliśmy tam razem. Potem zdecydowaliśmy, że córka pójdzie tam do przedszkola – dodaje. Aby mogła tam pójść musiał ją tam zameldować, czyli musiał zrobić jej tzw. rezydencję.

– Mnie nie zrobił tej rezydencji. Stwierdził, że nie będzie mi to potrzebne, bo i tak wrócimy do Polski. A poza tym, jak mówił partner, to są koszty – opowiada E. Rzun. Wtedy, jak twierdzi pani Eliza, zaczęły się kłopoty. – Od tego czasu nigdy nie pozwolił mi z Eleną przyjechać do Polski. Zawsze przyjeżdżałam sama – mówi. Z czasem między rodzicami Eleny zaczęło się dziać źle. Zaczęły wybuchać konflikty, które według średzianki kończyły się pobiciem kobiety. Do pierwszej poważnej awantury miało dojść w Święta Bożego Narodzenia w 2018 roku. – Przy swojej rodzinie szarpał mnie zmuszając do przelewu 70 euro za części do gitary, rzekomo zniszczone przez moją rodzinę z Polski. Wtedy w mojej obronie stanął tylko jego ojczym – opowiada Polka.

To był początek. Kiedy rodzina wyszła, doszło do eskalacji awantury. Jak utrzymuje Eliza włoski partner zaczął ją bić, kopać i dusić. Sytuację zauważyło dziecko. Polka nie zgłosiła tego na policję. Jak tłumaczy, powodem była m.in. bariera językowa. Zrobiła tylko zdjęcia i napisała do siostry. Dzięki interwencji ojczyma Dawida postanowili ratować związek. Bezskutecznie. Niespełna trzy miesiące później rozgorzał konflikt o buty dla dziecka – Partner zażądał ode mnie zwrotu pieniędzy za buty, które kupił córce. Te które ja kupiłam wcześniej zwyczajnie wyrzucił. Wziął mnie na balkon na 7 piętrze i szarpał. Kurczowo trzymałam się barierki. Znów to zauważyła Elena. To mnie uratowało – polska opisuje kolejną awanturę. Jak twierdzi wtedy sobie przysięgła, że to koniec. Zatelefonowała do siostry i obie zaczęły szukać pomocy.

– Siostra opowiedziała moją historię w Terenowym Komitecie Ochrony Praw Dziecka w Poznaniu. Tam doradzono siostrze, abym udała się po pomoc do Ambasady Polskiej w Rzymie – mówi E. Rzun. Na wiosnę zeszłego roku Eliza potajemnie udała się do ambasady. Dzięki pomocy polskich służb zorganizowano spotkanie z włoskim prawnikiem. Prawnik mógł pomóc tylko w przypadku zameldowania Polki w Rzymie. Ostrzegał też Elizę, że jej wyjazd do Polski może tylko pogorszyć sytuację. W związku nadal działo się źle. – Partner nie sypiał w domu, jego rodzina cały czas mnie kontrolowała, nigdy nie byłam sama z córką, nawet na spacer nie mogłam wyjść z nią – mówi średzianka. Ostatecznie Polce nie udało się namówić partnera na meldunek. Ale Dawid zgodził się, aby Eliza mogła wyjechać na wakacje do Polski z córką. – Postanowiłam, że nie wrócę do Włoch. Z pełną świadomością tego, co mogło się stać. Wolałam zaryzykować to, że w kraju będę miała przeprawę prawną niż zostać tam – mówi Eliza.

Polka z dzieckiem mieszka w Środzie od 1 maja. Ojciec przez ten czas ani razu nie przyjechał do córki. – Od początku wiedział gdzie jesteśmy. Twierdził, że nie przyjedzie do miejsca gdzie popełniane jest przestępstwo – mówi średzianka. W międzyczasie Włoch wystąpił w ramach Konwencji Haskiej o wydanie dziecka uprowadzonego z kraju zameldowania. Sprawę rozpatrywał Sąd Okręgowy w Poznaniu. Mediacje nie pomogły. Wyrok był druzgocący dla Polki. Sąd, w zeszłym tygodniu postanowił, że Elena powinna wrócić do Włoch. – Nie budziło żadnych wątpliwości sądu, że dziecko miało stałe miejsce pobytu we Włoszech, że dziecko chodziło tam do przedszkola – mówiła w uzasadnieniu wyroku sędzia Anna Goździewicz. – Wszyscy mówili pani, że nie wolno wyjeżdżać z dzieckiem z Włoch. Ignorowała pani te ostrzeżenia. Efektem tego jest taki wniosek postępowania – kontynuowała sędzia. Jak podkreśliła sędzina, postępowanie z Konwencji Haskiej nie ocenia kompetencji rodzicielskiej.

Ojciec Eleny w rozmowie dziennikarzem poznańskiej telewizji WTK przekonuje, że żadnej przemocy nie stosował: – To nieprawda. Ona to wszystko wymyśliła i uzgodniła z rodziną. Poza tym utrudnia mu kontakty z dzieckiem – mówił do kamery WTK. Włoch jest zadowolony z wyroku: – Cieszę się, że jest przestrzegane prawo. Dodajmy, że wniosek Włocha poparła polska prokuratura. Z kolei po stronie matki stanął Rzecznik Praw Dziecka. Eliza Rzun zapowiada apelację. Ma żal do polskiego sądu, że nie wziął pod uwagę przede wszystkim dobra dziecka oraz nie uwzględnił wszystkich dowodów składanych przez stronę polską.

Dodajmy, że zgodnie z art. 13 konwencji haskiej dziecko nie musiało trafić do Włoch. Czytamy w nim m.in., że: władza sądowa lub administracyjna państwa wezwanego nie jest zobowiązana zarządzić wydanie dziecka, jeżeli osoba, instytucja lub organizacja sprzeciwiająca się wydaniu dziecka wykaże, że: (…) istnieje poważne ryzy - ko, że powrót dziecka naraziłby je na szkodę fizyczną lub psychiczną albo w jakikolwiek inny sposób postawiłby je w sytuacji nie do zniesienia. Władza sądowa lub administracyjna może również odmówić zarządzenia powrotu dziecka, jeżeli stwierdzi, że dziecko sprzeciwia się powrotowi oraz że osiągnęło ono wiek i stopień dojrzałości, przy którym właściwe jest uwzględnienie jego opinii. Jednak zdaniem poznańskiego sądu artykuł 13 można stosować tylko do naprawdę skrajnych sytuacji.

Ojciec dziecka przekonuje, że zależy mu na tym, żeby dziecko miało przy sobie matkę. Jednocześnie jednak we włoskim sądzie złożył wniosek o pozbawienie Elizy Rzun praw rodzicielskich. Wyrok w tej sprawie jeszcze nie zapadł. Pani Eliza liczy, że nagłośnienie sprawy pomoże uzyskać jej pomoc.

Tomasz

Dziennikarz z prawie 20-letnim doświadczeniem. Pracował w „Gazecie Poznańskiej”, „Obserwatorze Wrzesińskim”. Przez prawie 10 lat był zastępcą redaktora naczelnego „Wiadomości Wrzesińskich”, był też dziennikarzem „Gazety Radio Września” oraz Radia Września.

Były radny, dlatego szczególnie interesuje go polityka oraz samorząd.

Skomentuj

Upewnij się, że zostały wprowadzone wszystkie wymagane informacje oznaczone gwiazdką (*). Kod HTML jest niedozwolony.

WARTO OBEJRZEĆ