Uczestnicy w jednym z obozów w drodze na szczyt. Uczestnicy w jednym z obozów w drodze na szczyt. fot. Fb/Polski Himalaizm Zimowy 2016-2020 im. Artura Hajzera

Na ośmiotysięcznik z rozrusznikiem

Oceń ten artykuł
(0 głosów)

Bogdanka Manaslu Polish Expedition to projekt programu Polski Himalaizm Zimowy 2016-2020 im. Artura Hajzera. Polska wyprawa wyruszyła na Manaslu 4 września, a wśród załogi, która chciała zdobyć ośmiotysięcznik, był także średzianin z pochodzenia – Piotr Głowacki.

W skład wyprawy na Manaslu (ósmy pod względem wysokości szczyt świata) oraz wierzchołek wschodni Pinnacle weszli Rafał Fronia, Paweł Michalski, Damian Bielecki, Mariusz Lange, Paweł Kopeć, Grzegorz Bielejec, Krzysztof Stasiak oraz Piotr Głowacki, który dzieciństwo i lata szkolne (do 15. roku życia) spędził właśnie w naszym mieście. Do dzisiejszego dnia mieszkają tu jego mama, rodzeństwo i znajomi.

Mimo przeciwności
Piotr jest absolwent średzkiej podstawówki nr 3. Był wychowankiem nauczycielki Eleonory Grześkowiak. Aktualnie mieszka w śląskich Mysłowicach, a jego pasje to wspinaczka wysokogórska, żeglarstwo, motocykl i fotografia. - Pierwszy kontakt ze skałkami i wspinaniem miałem na obozie harcerskim jeszcze w szkole podstawowej. Wtedy pokochałem góry i od tej pory zawsze ciągnęło mnie na południe kraju – wspomina zapytany o początki przygody ze wspinaczką.
Zdobywanie szczytów jest dla Piotra bardzo ważne i dlatego, nawet kiedy dowiedział się, że kolejne lata będzie musiał żyć z rozrusznikiem serca, nie zrezygnował. - Po operacji, byłem mocno załamany. Wtedy kompletnie nie wierzyłem w możliwość jakiejkolwiek aktywności – wspomina ciężkie chwile. - Dla młodego człowieka (32 lata) było to jak wyrok skazujący na bezczynność. Dopiero po czasie sam zacząłem próbować, na ile mogę sobie pozwolić. Pomalutku, krok po kroku, dochodziłem do tego, co robię teraz – dodaje Piotr.
W 2010 roku rozpoczął projekt „Korona Ziemi z rozrusznikiem” i zdobył już pięć najwyższych szczytów z czterech kontynentów: Kilimandżaro, Mont Blanc z Elbrusem, McKinley (Denali) i Masyw Vinsona. Tylko Aconcagua w Ameryce Południowej dwukrotnie oparła się i nie dała się zdobyć. Jednak to warunki zewnętrzne nie pozwoliły wejść na szczyt, alpinista był dobrze przygotowany. Kolejnym wyzwaniem miał być Mount Everest.

Dlaczego Manaslu?
Piotr Głowacki został zaproszony przez grono znanych himalaistów do uczestniczenia w wyprawie na ośmiotysięcznik Manaslu. Podjął więc decyzję, żeby na chwilę odłożyć projekt „Korona Ziemi z rozrusznikiem”.
- Włączenie się w taką wyprawę było ryzykowne, ale wiedziałem, jak byłem przygotowany i na co mogę sobie pozwolić. Poza tym, możliwość wspinania się z doświadczonymi Himalaistami i praca na wysokości z takimi partnerami przekonały mnie do podjęcia wyzwania – mówi pochodzący ze Środy Piotr. Dodaje także, że fakt, iż nikt z ekipy nie traktował go jak słabszego, było dodatkowo bodźcem i dodawało mu energii.

Czas przygotowań
Decyzja o wyprawie podjęta została przez grupę Himalaistów w zeszłym roku, więc był czas na porządne przygotowanie. Piotr Głowacki intensywne treningi zaczął już 1 stycznia 2018 r. i praktycznie do dnia przed wylotem trenował bez przerwy. - Siłownia, teren, góry – każdego dnia budowanie kondycji. Ważna jest zarówno siła, jak i wytrzymałość, więc wszystkie elementy musiałem dobrze dopracować – opowiada.
Udało mu się także wyjechać na początku roku do Maroka w Atlas Wysoki i wejść zimowo na Toubkal (4200 m) oraz w trudnych warunkach zdobyć Mont Blanc we Francji. Ponad 20 razy w ramach treningu wszedł też na Babią Górę. - Trener włączył mi nowy sposób przygotowań i pracowaliśmy bardzo systematycznie – dodaje.

Pogoda pokrzyżowała plany
- Wyprawa była dobrze przygotowana i działaliśmy zgodnie z planem. Po wyjściach aklimatyzacyjnych założyliśmy trzy obozy powyżej bazy. Wszyscy członkowie wyprawy weszli na planowaną wysokość 7100-7200 m – relacjonuje przebieg wyprawy.
Niestety, pogoda nagle się pogorszyła i w trakcie wyjścia w kierunku szczytu spadło bardzo dużo śniegu oraz nadszedł jet strem czyli bardzo siny i porywisty wiatr. Takie warunki uniemożliwiły kontynuowanie dalszej wspinaczki. Ekipa próbowała przeczekać huragan ale ostatecznie musiała się poddać. - Pewnie, że byliśmy rozczarowani. Wszyscy byli zdrowi, dobrze przygotowani i zaaklimatyzowani do zdobycia wierzchołka. Jak to jednak często bywa w górach, warunki zdecydowały za nas – mówi Piotr.

Bliscy wspierają i rozumieją
Rodzina Piotra, choć boi się o jego zdrowie i życie, rozumie pasję mężczyzny i mocno trzyma kciuki za bezpieczny powrót z kolejnych wypraw. - Za każdym razem dodają mi otuchy i nie próbują wybić mi z głowy wspinaczki, bo wiedzą, że byłoby to skazane na niepowodzenie – śmieje się. Piotr bowiem nie wyobrażam sobie życia bez gór i widoków oglądanych z paru tysięcy metrów, więc chyba nic nie przekonałoby go do rezygnacji ze wspinaczki.

W planach kolejne szczyty
Piotr Głowacki przyznaje, że czasem podczas wypraw bywa ciężko, jest zimno i niebezpiecznie. Jednak zaraz po powrocie zaczyna się myśleć o kolejnych wspinaczkach. - Oczywiście bardzo często to budżet decyduje, na jaką wyprawę mogę sobie pozwolić. Moje plany to dokończyć projekt „Korona Ziemi z rozrusznikiem”, ponieważ zostało już tak niewiele. Jednak bez wsparcia sponsora i środków z zewnątrz, Everest jest na razie poza moim zasięgiem. Chciałbym też wrócić w Himalaje na inne ośmiotysięczniki – marzy średzianin.
Pewne jest jedno – dopóki zdrowie pozwoli Piotrowi na wspinaczkę, nie zrezygnuje z niej.

Sonia

Miłośniczka zwierząt i przyrody. Zajmuje się głównie działem gminnym i służbami mundurowymi. Chętnie zajmie się także wszelkimi zgłoszeniami od mieszkańców.

Jeżeli chcesz, żebym zajęła się jakimś tematem pisz – s.langner@glospowiatusredzkiego.pl

Skomentuj

Upewnij się, że zostały wprowadzone wszystkie wymagane informacje oznaczone gwiazdką (*). Kod HTML jest niedozwolony.